Psychologia: Współczesna historia o kopciuszku, czyli syndrom Tinderella

Podziel się wiedzą!

Your ads will be inserted here by

Easy Plugin for AdSense.

Please go to the plugin admin page to
Paste your ad code OR
Suppress this ad slot.

Na co dzień spotykamy się sytuacją, kiedy nasi najbliżsi czy znajomi się rozstają. Być może jest to bardziej powszechne zjawisko niż dawniej, a może wówczas po prostu o tym się nie mówiło. Pomimo to, zdawałoby się, że w obecnych czasach mamy więcej sposobności poznania nowych osób. Bez wątpienia obecny rozwój technologiczny i powszechny dostęp do internetu wskazują nieograniczone perspektywy nawiązania kontaktu z innymi ludźmi, w tym również znalezienie potencjalnych partnerów. Niestety ten postęp niesie za sobą również ryzyko częstych rozczarowań, co może w konsekwencji wykształcić w nas syndrom Tinderella.

Kiedyś rozwód był tematem tabu, momentami nawet uważano go za hańbę dla rodziny. Obecnie to powszechne zjawisko, z którym zdążyliśmy się już oswoić. Co raz częściej spotykane jest jednak wśród młodych ludzi, którzy po zaledwie rocznym czy dwuletnim stażu małżeńskim, decydują się na ten krok. Wiele osób obserwujących taką tendencję, w obawie przed podzieleniem owego losu, nie decyduje się na legalizację związku, a często wręcz ma obawy przez połączeniem się z kimś na stałe. Z pomocą przychodzą nowoczesne aplikacje randkowe i portale społecznościowe, które nie tylko umożliwiają nieograniczone poznawanie nowych ludzi, ale również dają możliwość prowadzenia flirtów, także tych niezobowiązujących. Setki pięknych i inteligentnych kobiet, które doznały wielu rozczarowań, na takich portalach społecznościowych i randkowych posiadają wielu zalotników, jednak pomimo tego, nie określają statusu tych znajomości i pozostają singielkami. Mogłoby się wydawać, że podyktowane jest to chęcią znalezienia idealnego partnera, jednak w rzeczywistości, może mieć ono związek z syndromem Tinderella. Owe określenie powstało z połączenia członów dwóch słów – nazwy popularnej aplikacji pośredniczącej w poznawaniu nowych ludzi jak i partnerów życiowych – Tinder oraz Cinderella (z ang. Kopciuszek), a początek jego funkcjonowaniu dały psycholog Jenny Stallard i Emma Kenny.

Wybawienie dla nieśmiałych

Nie wszyscy są otwarci i pewni siebie w bezpośrednim kontakcie z drugim człowiekiem. Pisząc listy, sms-y czy korzystając z internetowych komunikatorów i portali społecznościowych, większość ludzi jest bardzo rozmowna i wylewna. Jednak kiedy przyjdzie im rozmawiać oko w oko, te gadatliwe osoby stają się nieśmiałe i speszone, nagle cichną. Zadziwiające z jaką łatwością przychodzi nam poznawanie obcych ludzi w internecie, a jak trudno jest zagadać do nieznajomego na ulicy. Ukrywanie się za ekranem telefonu czy komputera, pozwala na anonimowość. Powoduje to, że nie wystawiamy się bezpośrednio na czyjąś ocenę, dlatego chętniej i odważniej podejmujemy wypowiedzi. Przecież nawet jeśli komuś nie spodoba się to co piszemy, nie narażamy się na „utratę twarzy” – najprawdopodobniej nigdy nie będziemy musieli popatrzeć tej osobie w oczy, ani też nie musimy kontynuować krępującej konwersacji, możemy po prostu nie odpisać. W rzeczywistości, zwykle nie urywamy rozmowy nie kończąc jej, gdyż jest to niegrzeczne. Dość problematyczne stałoby się również przerwanie dyskusji w połowie, bezsłowne odwrócenie się plecami do rozmówcy i oddalenie się. Spotkania w realnym świecie, obligują nas wewnętrznie do zachowania pewnych konwenansów.

Zaleta czy wada?

Stworzona do flirtu, uruchomiona w 2012 roku aplikacja, pozwoliła wielu ludziom osiągnąć więcej randek w ciągu miesiąca, niż przez całą swoją młodość. Jednakże ta łatwość wyszukiwania nowych osób i umawiania się z nimi, stanowi największą wadę. Płynność sprawia, że chcemy zachęcić do zainteresowania sobą jak największą liczbę użytkowników, dlatego ten niemalże natychmiastowy sposób dopasowania „idealnego” partnera, zamyka nas w pułapce ozdobnych funkcji, barwnie stworzonych profili i wyretuszowanych zdjęć. 

Strach przed rzeczywistością

Wiele osób zatraca się w tej maszynie, zapominając, że flirtowanie z jedną lub najczęściej – kilkoma osobami przez portale społecznościowe czy aplikacje do tego stworzone, nie gwarantuje zapoczątkowania udanej relacji. Wręcz przeciwnie, ciągłe i nadmierne korzystanie z tego typu narzędzi napędza przekonanie, że trzeba poznać cyfrowego rozmówcę w rzeczywistości, co w efekcie obnaża strach przed zaangażowaniem w relację poza internetowymi portalami. W innych przypadkach, myśl o poznaniu kogoś twarzą w twarz sprawia, że znajomość z pewną dozą dreszczyku „wirtualnej niewiadomej” przestaje być już atrakcyjna i najzwyczajniej następuje utrata zainteresowania, więc aby do tego nie dopuścić, do spotkania nigdy nie dochodzi.


Your ads will be inserted here by

Easy Plugin for AdSense.

Please go to the plugin admin page to
Paste your ad code OR
Suppress this ad slot.

Tinderowy kopciuszek

Miła, pełna wdzięku, atrakcyjna, inteligentna, odnosząca sukcesy… i samotna kobieta – to często spotykany w obecnych czasach obrazek. Aż ciśnie się na usta pytanie Dlaczego? Przy takich atutach, nie dziwi wielu zalotników na portalach społecznościowych, jednak zastanawia fakt braku stałego partnera. 

Mając takie zainteresowanie wśród innych, znajdzie się ktoś, kto bardziej przyciągnie jej uwagę. Ta początkowa ekscytacja po każdej wysłanej wiadomości, sprawdzanie czy dostała już odpowiedź, niestety mija po kilku dniach, jej zainteresowanie coraz bardziej się zmniejsza a podniecenie „nowością” mija i staje się wręcz nużące. Dlatego decyduje się wycofać i poszukać nowego obiektu do wirtualnego flirtu. Jeśli już uda się umówić na rzeczywiste spotkanie, narastający lęk towarzyszący myśli o konfrontacji doprowadza do rezygnacji z niego pod byle pretekstem. Jeśli jednak jakiś sposobem dojdzie to spotkania, rozmowa nie klei się jak w aplikacji, a głowę zaprzątają myśli na temat wyglądu, który nie jest tak dobry jak na zdjęciu profilowym, mało zabawnej konwersacji – nie tak jak w wiadomościach oraz braku wzajemnego zainteresowania – bez względu na to czy taka jest prawda czy nie. Wszystko to prowadzi do jednego – wycofania z relacji. Tak właśnie nasz kopciuszek ucieka z balu.

Niepewność

Zastanawiając się bliżej nad ciągiem zdarzeń, można by przypuszczać, że zespołowi Tinderelli towarzyszy strach przed zaangażowaniem. Jednakże warto pomyśleć bliżej nad jego przyczyną – czy jest to lek przed odrzuceniem, a może wiąże się z tym paradoksalnie – lęk przed samotnością? Korzystając z tego typu narzędzi do flirtu, przede wszystkim kobiety, stają się niepewne siebie. Jest to sprzeczne z wrażeniem jakie tworzą w sieci, więc towarzyszący temu niepokój i strach mogą wpłynąć na brak chęci przeniesienia znajomości z aplikacji do rzeczywistości. Z innej strony – poznanie kogoś osobiście, oznaczałoby wyjście ze swojej strefy komfortu – opuszczenia bezpiecznego schronienia za ekranem telefonu czy komputera, a to z kolei prowadzić może do niepokoju i frustracji. 

Paradoks

Zespół Tinderelli stanowi interesujący, ale co najważniejsze – niepokojący paradoks. Rozwinięta technologia i jej powszechna dostępność sugerują, że życie staje się dla nas łatwiejsze. Jednakże aplikacje i portale społecznościowe, stworzone jako platformy wsparcia dla powiększania kręgu społecznego, a tym samym poznawania nowych ludzi, stały się przyczyną dezintegracji społecznej i niewątpliwej samotności.

mgr Małgorzata Kuczar, psycholog

Podziel się wiedzą!